Forum forum o j-rocku Strona Główna
FAQ Profil Szukaj Użytkownicy
Grupy

Prywatne Wiadomości

Rejestracja Zaloguj
Galerie

alone again, wonderful world - ryuutarowo akirowy fanfik.
Zobacz poprzedni temat | Zobacz następny temat >

Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu
forum o j-rocku > Fan Arty, Fan Ficki czyli wszystko co nasze

Autor Wiadomość
yapi
Crimson Star


Dołączył: 21 Cze 2007
Posty: 1646
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: spod kiecki Hizakiego

alone again, wonderful world - ryuutarowo akirowy fanfik.    

Przeklejam z Lja, i nie chce mi się zmieniać Yellow_Light_Colorz_PDT_03
Ze specjalną dedykacją dla Rain, gdyż miałam jej to wydrukować i przesłać pocztą, ale zanim się ruszyłam to Internet wrócił.
I dla ehagaki , bo inspiruje jak nie wiem Yellow_Light_Colorz_PDT_03
Przepisałam! *aplauz* No więc to mój pierwszy fanfik z PT. Napisałam go już dawno jakieś 1,5 miesiąca temu, ale że ze mnie leniwy tyłek to teraz dopiero skończyłam przepisywać. Jeśli chodzi o fabułę, a raczej jej kompletny brak.. no właśnie. Próbuję sobie wyrobić pisanie, nie chcę żeby większość moich ficków była napisana identycznie,ee... w każdym razie, chcę coś zrobić ze swoim stylem pisania, a ten fick to pierwszy dowód na to, że to będzie bardzo dłuuuuuuga droga.Tutaj Akira ma 22 lata, Ryuutarou ma 20. I to, że zachowują się trochę jak dzieci jest celowo Yellow_Light_Colorz_PDT_03 Wszelkie uwagi co do budowy zdań itp .. dopuszczalne. Pewnie jest strasznie pogmatwane, znowu tak mieszałam przy czasach, że się przy przepisywaniu nawet zapominałam Yellow_Light_Colorz_PDT_03 I mam nadzieję, że tym razem już żadnych literówek nie będzie =_= I błagam, proszę nie jechać po mnie stwierdzeniami typu " zjebałaś taki fajny pairing, za co ty się bierzesz" itd; Dobra, już siedzę cicho.


Całe obiecywanie sobie, przyrzekanie - nigdy więcej - prędzej czy później muszę wszystko zepsuć. I zawsze to okropne przytłaczające uczucie beznadziejności, bezużyteczności. Chęć by ze sobą skończyć coraz częściej pojawia się w mojej głowie, lecz to niczego by nie zmieniło. Nie wiem nawet czy ktoś by się moim zniknięciem specjalnie przejął. Nie żebym tak naprawdę miał ochotę rzucić się pod jakiś pociąg czy coś. Jak zwykle siedzę w parku i wpatruję się w czubki swoich starych obdartych trampek. Dzięki temu świadomość, że znowu się stało, że znów zawiodłem przytłacza jeszcze bardziej. I zamiast wyjść do jakiejś kawiarni czy dyskoteki, siedzę w domu udając poduszkę na kanapie. Nie biorę nawet pod uwagę opcji spotkania się z tobą. Może dlatego, że boję sie tych ciepłych, delikatnych dłoni, twoich ciemnych jakby specjalnie potarganych włosów i kojącego głosu... odkąd zaczęły się wakacje, ledwie kilka dni, powstrzymuje się, żeby do ciebie nie przyjść. I jak na złość, twoje buty właśnie pojawiły się obok moich. I nawet padać zaczęło, czasami mam wrażenie, że ty to jakiś nadprzyrodzony jesteś czy coś... Nie patrzę na ciebie, nie chcę pokazać ci łez, które nie chcą przestać spływać po moich policzkach. Nie chcę z tobą rozmawiać, ale i ty i tak się zaraz domyślisz. Myślałem, że już o mnie zapomniałeś, tak jak ja zapomniałem po śmierci rodziców...
Uliczki pustoszeją, kałuże wokół nas robią się coraz większe. Siadasz zaraz obok mnie i bierzesz za rękę, chcesz, żebym przyszedł do ciebie, prawda? Cóż, nie tym razem. Wokół nas rozlega się głośny huk, jednocześnie niebo rozświetla ogromna błyskawica. Zaraz, przecież to dopiero szesnasta, mimo to niebo jest takie ciemne...
-Akira...?
Mocno ściskasz moją rękę, czuję jak drżysz. Uśmiecham się pod nosem, zawsze okropnie bałeś się burzy. A ja nadal nie wstaję z ławki, choć raz niech będzie po mojemu. Patrzysz na mnie, w twoich oczach maluje sie lekkie zdziwienie.
-Jest burza - mówisz cicho, ledwie mogę cię usłyszeć - Nie będę tu czekał, aż jakiś piorun we mnie rąbnie. A ty będziesz chory - wymownie spoglądasz na parasolkę, którą teraz, z racji że wstałeś, trzymasz tylko nad sobą.
- Chcę tu zostać. Będę chory, to trudno, niech mnie nawet ten twój piorun rąbnie, dobrze? - Chcę, żebyś po prostu sobie poszedł, nie mogę tak przy tobie bezczynnie siedzieć... Ku mojemu zaskoczeniu, siadasz obok mnie z powrotem, i patrzysz mi beznamiętnie w oczy. Po chwili odchylasz głowę lekko w bok, nie odrywając ode mnie wzroku. Jesteś tak blisko, że czuję jak dreszcz wstrząsa twoim ciałem, kiedy rozlega się kolejny grzmot.
-A-ki-ra - szepczesz powoli, włosy opadają ci na blady policzek. Tym razem to ja wstaję i to ja podaję ci rękę. Chyba czas się pogodzić z tym, że moja silna wola już dawno mnie zostawiła. Może gdyby nie ta burza, nie dałbym ci się poprowadzić do twojego mieszkania.

Lubię twój dom, mimo wszystko. U mnie nigdy nie jest tak ciepło, kiedy wchodzę, nie wita mnie zapach dopiero co przygotowanego obiadu. No i ten twój pokój. Istny grobowiec, uwielbiam patrzeć na te czarne, gdzieniegdzie umyślnie odrapane z tynku ściany, na których sam namalowałeś pająki i wielkie pajęczyny, napisałeś słowa ważnych dla ciebie piosenek. Półki uginające się od książek, których żaden normalny nastolatek by nawet nie tknął - grube tomy przedziwnych opowieści które ty utrwalasz później akwarelami na kartkach swojego szkicownika. Zawsze mi je pokazywałeś, objaśniając, dlaczego w ten sposób, dlaczego akurat takie kolory. A później wciskałeś mi jakiś opasły tomik do przeczytania. Z uśmiechem spoglądam też na firanki, które zrobiliśmy własnoręcznie dwa lata temu - z szarej, poszarpanej włóczki, którą dała mi babcia. Wyglądają jak prawdziwe pajęczyny, byliśmy z nich szalenie dumni. Siadam na poduszkach w rogu pokoju i wsłuchuję się w dźwięki pianina. Twój gust muzyczny zawsze mnie zaskakiwał, gdy myślałem, że wiem już wszystko, ty znów wyskakiwałeś z jakimś nowym gatunkiem, przy okazji zarażając także mnie.
W końcu dołączasz do mnie w pokoju, przypominam sobie, co tak naprawdę mnie czeka, dlaczego w ogóle tu jestem. Chociaż teraz nie wydaje mi się to takie upokarzające, żeby ci o wszystkim powiedzieć... Podchodzisz do mnie stawiając na niziutkim stoliku kubek z gorącą czekoladą i wpatrujesz się we mnie tymi dużymi, ciemnymi oczami, uśmiechając się lekko. Nie mogę się powstrzymać i mówię ci o wszystkim, co chwilę przerywając, by sprawdzić twoją reakcję. Kiedy kończę, wstajesz i podchodzisz do mnie. Siadasz obok i szepczesz do ucha. Twoje słowa są takie lekkie, przepływają do mnie jak mgiełka. Przytulasz się, spokojnie głaszcząc mnie po głowie. Czuję twój miękki oddech na szyi, twoje smukłe palce, gdy odgarniasz mi włosy... i twój zapach, zawsze taki sam, wiecznie taki kojący i pozwalający o wszystkim zapomnieć. Taki, w którym chcesz się zatopić i nie obchodzi cię już nic więcej.
Nagle rozlega się pukanie, odsuwasz się ode mnie i boso podchodzisz, by otworzyć drzwi. Zawsze uwielbialiśmy chodzić na bosaka, nie dlatego, że byliśmy strasznymi urwisami i cieszyło nas kiedy doprowadzaliśmy rodziców do szału, tylko ot tak, po prostu. Pamiętam, jak kiedyś asfalt był okropnie gorący, ty ściągnąłeś buty a ja poszedłem w twoje ślady. Po chwili obaj skakaliśmy po drodze piszcząc, bo żar asfaltu palił nas w stopy. W rezultacie połowę drogi musiałem nieść cię na rękach, okropnie się poparzyłeś.
Stoisz teraz przed drzwiami, szczupły i wysoki, w swoich ulubionych czarnych spodniach i troszkę za dużej bluzie, spadającej ci z jednego ramienia. Rozmawiasz z mamą. Ta zagląda do pokoju i kiedy jej wzrok pada na moją postać, na jej pięknej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Zaprasza nas obydwu na ciasto. Nie protestuję, ty się uśmiechasz. Oboje je uwielbiamy. Przez chwilę dociera do mnie, jak bardzo mi tego wszystkiego brakowało, jak bardzo brakowało mi zwłaszcza twojego towarzystwa. Uprzytamniam sobie nagle, jak źle zrobiłem, po śmierci rodziców odgradzając się od całego świata, który dotychczas znałem. I czego ja się bałem, dlaczego do ciebie nie przyszedłem, czemu teraz tak trudno było mi o wszystkim opowiedzieć. Teraz wydaje mi się to po prostu bez sensu, teraz kiedy to naprawdę twoja dłoń ciągnie mnie za sobą do kuchni, kiedy twoja mama podaje nam talerzyki z ogromnymi kawałkami ciasta truskawkowego, równocześnie stawiając na stole wielki pojemnik bitej śmietany. Uśmiecha się zaczepnie i oznajmia, że wychodzi, a dodatkowy materac jest u niej w sypialni. Z pełnymi buziami machamy jej na pożegnanie. Błysk w twoim oku nakazuje mi natychmiastową ewakuację. Mimo to, próbując nie wybuchnąć śmiechem, obserwuję jak powoli sięgasz po bitą śmietanę. Wstając, wpycham cały kawałek ciasta w usta, próbując nie zakrztusić się ze śmiechu rozpoczynam szaleńczą gonitwę wokół stołu - kto pierwszy dostanie w twarz, kto pierwszy się potknie się w końcu o własne nogi. Jedynym problemem jest to, że nie znoszę smaku bitej śmietany. Ty dobrze o tym wiesz. I kiedy biała maź ląduje na mojej twarzy, wręcz widać jak promieniejesz z zadowolenia. Zwalasz się na mnie, jakbym był jakąś poduszką i rozciapujesz kolejną porcję na mojej szyi, przy okazji brudząc mój podkoszulek. Korzystając z twojej nieuwagi, zgarniam śmietanę z twarzy, by zaraz potem rozjechać ją na tobie. Przez chwilę patrzysz na mnie z otwartymi ze zdziwienia ustami ale zaraz potem obaj wybuchamy śmiechem. Kładziesz się obok mnie na podłodze, wygodnie opierając policzek na moim ramieniu. Oczywiście zaraz cały się klei. Próbuję się w końcu podnieść. I kiedy wreszcie mi się to udaje, wchodzę do łazienki, ciągnąc cię za sobą. Myjemy twarze, tak jak kiedyś zachlapując wszystko wokół, kłócąc się o ręcznik...Twoja blada skóra wdaję się być porcelanowa w świetle żarówki. Wychodzimy, by posprzątać bałagan w kuchni, a później kierujemy się do pokoju twojej mamy po materac i pościel. Kiedy miejsce do spania jest już przygotowane, delikatnie ciągniesz mnie za rękaw. Idę za tobą, a ty coraz mocniej zaciskasz palce na mojej koszulce.
Wychodzimy na dach. Uwielbiam to miejsce. Mimo, iż jesteśmy w mieście, zawsze widać kilka, choć niewiele gwiazd. Hm, nawet nie zauważyłem, kiedy zrobiło się aż tak ciemno... i burza przeszła, teraz powietrze jest chłodne, wieje delikatny wiatr. Siadasz na jednym ze starych foteli, które kiedyś wspólnie tu przytargaliśmy i wpatrujesz się w przestrzeń przed sobą. Ja nadal stoję w miejscu i rozglądam się naokoło. patrzę na piłkę, którą niechcący przebiliśmy na ogrodzeniu sąsiadów, na wielką donicę z uschniętymi już pelargoniami na które masz alergię. Niepewnie spoglądam w twoją stronę, napotykam twoje pełne ciepła i zarazem ciekawości spojrzenie. Nie, nie ma się już nawet nad czym zastanawiać. Pewnym, choć wolnym krokiem podchodzę do ciebie, kładę dłonie na oparciach fotela. Patrzysz mi w oczy, mam wrażenie jakbyś przeszywał mnie spojrzeniem na wskroś. Podnosisz się na łokciach, twoja głowa lekko opada w tył. Powoli, spokojnie - nie ma potrzeby do pośpiechu. Delikatnie przesuwam wargami po twojej szyi, z każdym dotykiem czuję dreszcz, najprzyjemniejszy dreszcz jaki kiedykolwiek czułem. Drżysz, kiedy dotykam wierzchem dłoni twojego policzka - lecz to ty przyciągasz mnie, bym zaraz mógł poczuć smak twoich pełnych, cudownych ust. Smak, który od tak dawna chciałem poczuć, przez cały czas nie zdając sobie z tego sprawy. Wstajesz z fotela, ja siadam na ten większy obok - ty natychmiast siadasz mi na kolanach i mocno we mnie wtulasz zatapiając palce w moich włosach. Kładziesz głowę na moim ramieniu zamykając oczy.
Przez myśl przemyka mi jeszcze niepotrzebnie rozłożony materac. Kiedy obejmuję cię, wyglądasz jak krucha, porcelanowa lalka.
Słodkich snów, Ryuutarou.


oryginał here -> [link widoczny dla zalogowanych] *reklama*
Post Pią 15:37, 29 Sie 2008
 Zobacz profil autora
Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu
Forum Jump:
Skocz do:  

Wszystkie czasy w strefie EET (Europa).
Obecny czas to Pią 21:56, 19 Paź 2018
  Wyświetl posty z ostatnich:      


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB: © 2001, 2002 phpBB Group
Template created by The Fathom
Based on template of Nick Mahon
Regulamin