Forum forum o j-rocku Strona Główna
FAQ Profil Szukaj Użytkownicy
Grupy

Prywatne Wiadomości

Rejestracja Zaloguj
Galerie
Leśna przygoda^^ Gackt & HYDE
Zobacz poprzedni temat | Zobacz następny temat >

Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu
forum o j-rocku > Fan Arty, Fan Ficki czyli wszystko co nasze

Autor Wiadomość
EmiOffender
Wieszcz Utopii


Dołączył: 25 Sie 2008
Posty: 431
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Ze snów i okolic

Leśna przygoda^^ Gackt & HYDE    

Ok. Z góry mówię, opowiadanie nie jest pisane przeze mnie! Jest to wymysł mojej najlepszej psia, która bo obejrzeniu Mun Czajlda ma mega fazę na Gackta & Hyde i boi się negatywnych opinii^^ Więc wyręczam ją Wesoly Piszcie, czy wam się podoba, a jeśli to dlaczego. Ja uważam, że jest bardzo fajne Wesoly
Uwagi: Yaoi! Wiemy, o co chodzi^^


- Nie uważasz, że to zły pomysł? –Hyde spojrzał wyczekująco na mężczyznę, który wpakowywał do torby, a raczej wrzucał po kolei do niej jakieś napotkane ubrania.
- Nie, czemu pytasz? –Gackt pokręcił głową i odwrócił się do Hyde ponownie zaciągając się trzymanym w ustach papierosem. Ujął go między palce, by po chwili spokojnie móc wypuścić z płuc zabójczy dym, za którym podążały ich spojrzenia. Szarawy dym delikatnie unosząc się powolnie wchłaniał się w przestrzeń pozostawiając po sobie jedynie nieprzyjemny zapach.
- A co z trasą, mediami… Przecież czeka nas kupa roboty! –wyciągnął ręce do tyłu opierając się na nich bezwiednie.- Ledwo zaczynamy współpracę, a ty już chcesz problemów?
- Oj, daj spokój –Gackt po chwili przerwał mu zamykając z trzaskiem drzwi szafki. Kucnął nad leżącą walizką i zajął się jej domknięciem, co łatwym zdaniem nie było.- Chcę się rozluźnić nieco przed tym rokiem… Poza tym, to okazja, aby się lepiej poznać –uśmiechnął się lekko do niego, po czym wrócił do zamykania walizki. Hyde zmarszczył śmiesznie brwi i zapatrzył się w sufit wyraźnie zastanawiając.
- W sumie, to nie taki najgorszy pomysł… Zresztą, pracę i tak zaczynamy za tydzień… Może Souji miał rację? Wypadałoby zrobić sobie mały wypad…
- Właśnie! Więc przestałbyś biadolić, tylko wziął się za pakowanie! –wziął jedne ze swoich kąpielówek i rzucił w jego stronę.- Łap! Zaserwuję ci darmowe kąpielówki, bo wątpię, iż byś miał swoje.
- No już lepszych nie miałeś? –Hyde ściągnął z twarzy kawałek materiału i rozciągnął w rękach parę razy zabawne szorty w pionowe paski. Oglądnął je z każdej strony po czym przycisnął lekko do bioder.- Jesteś 100% pewny, że wejdą na mnie?
- Nie. Zawsze możesz sprawdzić. Wiesz, gdzie łazienka… -wskazał na brązowe drzwi przy pomieszczeniu obok.
- Jasne, jasne. Wiem –wywrócił teatralnie oczami i podnosząc się ciężko z łóżka, powędrował w stronę drzwi. Po chwili zniknął tuż za nimi, pozostawiając Gackt’a samego.
Usiadł on zaś na chwilę wcześniej spakowanej walizce i podparł głowę ręką. Kierując swe spojrzenie ku łazience, w jego głowie tańczyły radośnie nie jedne zbereźne obrazy przedstawiające obnażającego się z ciuchów Hyde’a. Zawstydzony tymi myślami zakrył lekko usta, podczas gdy policzki poczęły piec jego skórę.
Odgłos naciskanej klamki. Hyde stanął w drzwiach opierając się ramieniem o ich futrynę. Spojrzenie Gackt’a czym prędzej poległo na jego osobie. Zmierzył go bacznie wzrokiem od góry do dołu, po czym dodał z uśmiechem:
- Pasują idealnie –i było to też zgodne z prawdą. Być może ciemnowłosy nie zdawał sobie sprawy, ale wyglądał w tych kąpielówkach nadzwyczaj uroczo. Za to odwzajemnił uśmiech.
- Hm, tak sądzisz? –spojrzał w dół, gdzie na jego biodrach spoczywały szorty.- No… Nawet, nawet.
- Ha, no przyznaj, podobają ci się co? –uniósł brwi.- Wiesz, w końcu ja wybierałem…
- Zamknij się. Ja się przebieram, a ty zamów coś na kolacje –odrzekł chcąc znów zamknąć się za drzwiami.
- A co z…
- Zaplanujemy przy kolacji –przerwał mu zauważając intencję jego wypowiedzi, po czym ponownie zniknął w łazience. Gackt z uśmiechem wpatrywał się przez chwilę w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu stał Hyde, po czym podniósł się z walizki i chwycił za telefon wystukując numer personelu…

***

- Błagam cię, wytłumacz mi jeszcze raz… Dlaczego las?! –Hyde spojrzał wyrzutnie na Gackt’a, który siedział za kierownicą prowadząc auto, które jako środek transportu miało ich dowieść na wyznaczone wcześniej miejsce.
- Po pierwsze: tu jest spokojnie, i jesteśmy bezpieczni, dzięki czemu pozbyliśmy się ochroniarzy. Po drugie: nikomu nie przyjdzie do głowy, aby nas szukać w takim miejscu. A chyba nie uśmiecha ci się szczerzyć do kamery przez parę godzin?
- W sumie znowu masz rację –po chwili ciszy uchylił lekko okno samochodu i poklepał kieszeń w celu wyszukania w niej paczki papierosów.- Kurwa… Masz fajki?
- Jasne, sprawdź w schowku –skinął głową na ową rzecz, której przeszukiwaniem zajął się jego towarzysz.- O, mój baton –widząc pod stertą paru płyt i papierków niewielkie opakowanie czekolady, wyciągnął szybko rękę chwytając je w dłoń. Hyde wywrócił oczami widząc dziecinne poczynania Gackt’a z papierkiem. Podkopał się jeszcze pod parę kartek, gdy dostrzegł białe opakowanie Marlboro. Potrząsnął nim lekko sprawdzając stan.
- Masz szczęście –odrzekł wyjmując z paczuszki skręta. Wyciągając zapalniczkę, zapalił jego końcówkę, a resztę papierosów wraz z zapaliczką rzucił z powrotem do schowka.
Gackt wsadził batona do ust, i powolnie żując jego zawartość jechał dalej starając skupić swój wzrok na drodze przed nimi. Jednak nie powstrzymując się, zerkał co chwila na Hyde’a, który wyglądając tępym wzrokiem za okno, podziwiał krajobraz, który niczym stara taśma filmowa przewijał się w niesamowitym tempie tym samym mijając ich.
- O czym tak myślisz? –po jakimś czasie dalszej podróży Gackt przerwał panującą między nimi ciszę, którą jedynie zakłócał odgłos pracującego silnika. Hyde nawet nie odwrócił głowy. Wciąż trwał w tej samej pozycji, póki nie odpowiedział ochryple:
- O niczym… –odchrząknął.- …Ważnym.
- Uśmiechnij się. Życie jest piękne –Gackt zsunął delikatnie okulary z oczu i spojrzał przyjaźnie na Hyde.- No dalej, uśmiech! Zrób to dla mnie!
Roześmiali się obaj na te słowa. Ich obydwa radosne śmiechy wypełniły wnętrze samochodu.
- Długo jeszcze? –spytał Hyde zakładając nogę na nogę. Rozluźnił nieco fotel i ułożył się wygodniej, po czym przymknął delikatnie powieki.
- Hm, kawałek. Parę kilometrów cię nie wykończy.
- Kto wie… Kto wie…

***

- Cholera! –Gackt wrzasnął donośnie. Hyde szybko wyjrzał spod zapadającego się na niego namiotu i utkwił wzrokiem w przyjacielu.
- Co jest? –spytał badając wzrokiem sprawę. Gackt wstał jak oparzony i szybkim krokiem zaczął okrążać swój namiot. O ile można było nazwać tak te strzępy.
- Rozwaliłem swój namiot! –jęknął żałośnie.- Ty wiesz, ile ja za niego dałem?! Głupek, głupek, głupek, głupek, głupek…!
Otwartą dłonią zaczął walić się w czoło z całej siły ubolewając nad stratą. Hyde’owi do głowy przyszedł nagle dziwny, aczkolwiek cwany pomysł powodujący mały uśmieszek na jego ustach.
- Oj, przestań, możesz spać razem ze mną. Mój jest dość duży, aby jakoś pomieścić nas obydwoje. Tylko jeden warunek; pomóż mi go złożyć!
- Eh, skoro się nie boisz, że i twój rozwalę… –podszedł do niego i przytrzymał dwa pręty tym samym wydostając Hyde’a spod zapadającej się na niego osłony.
- Dzięki. Trzymaj je dalej, ja zajmę się tyłem –odparł i wycofał się, po czym namiot zadrżał niespokojnie.- Tylko uważaj! Nie mam zamiaru spać na ziemi wśród robali.
- Spokojna głowa, przy mnie nie zginiesz –uśmiechnął się Gackt.
- Właśnie widzę –Hyde pokręcił głową widząc strzępki namiotu kolegi. Obaj jednak zaśmiali się rozbawieni.

***

- W końcu relaks… -Hyde założył nogę na nogę po czym odchylił się lekko do tyłu napawając się czystym powietrzem.
- Odezwał się. Ty nic nie robiłeś! –oburzył się Gackt i rzucił na wyznaczone wcześniej w ziemi miejsce stertę patyków.- Mogłeś przynajmniej pomóc mi zbierać drewno! Prawie żywcem mnie nie zabiły siły natury.
- Najwyraźniej masz pecha –odparł spokojnie drugi.- Mogę rozpalić za ciebie ognisko, jeśli chcesz.
- Dzięki, poradzę sobie –Gackt rzucił żarzącą się zapałkę w stertę zebranego drewna, po czym usiadł tuż obok przyjaciela na składanym krzesełku.
- No widzisz? Skoro ty taki pracowity chłop rwący się do pracy, to nie będę ci zawadzać –uniósł kącik ust ku górze, po czym wlepił wzrok w płomień, który z sekundy na sekundę pochłaniał coraz większą powierzchnię. Jedynie kamyki rozstawione wokół hamowały jego zapędy.
Milczeli.
Wsłuchiwali się w głuchy skrzek łamiących się patyków. Oczy wędrowały za małymi iskierkami tańczącymi radośnie w powietrzu, by znów opaść w dół. Jakieś zaczajone ptaki ćwierkały wśród gałęzi drzew, przepychając się, by zobaczyć dwóch przybyszy. Świerszcz w trawie przeskakiwał szukając reszty przyjaciół wśród zapadającej ciemności. Ta harmonia wydawała się trwać całą wieczność.
- Coś do picia? –Hyde sięgnął ręką do mini lodówki, gdzie pośród lodu znajdowało się kilkanaście butelek i puszek z napojami.
- Piwo –odpowiedział bez skrupułów, a po chwili w wyciągniętej dłoni poczuł chłodną puszkę.- Aj, zimne…
- Trudno, żeby w lodówce było gorące –rzucił ironicznie, po czym wyciągnął jeszcze jedną, dla siebie. Otworzył ją i wysączył parę łyków, tym samym zaspokajając cierpnące w nim pragnienie. Odsunął puszkę od ust. Westchnął i złożył ręce pochylając się przed falą płomieni.
- Co robisz, prócz tworzenia muzyki? –spytał Gackt. Trzymał puszkę w dłoniach, która stopniowo ogrzewała się. Spojrzał na mężczyznę siedzącego obok. Wydawał się mu taki… niezwykły.
- Interesuję się sztuką… Uwielbiałem, zresztą wciąż uwielbiam malować. Zawsze chciałem zostać mangaką –zbliżył puszkę ku ust. Uśmiechnął się lekko przypominając sobie stare chwile z dzieciństwa.
- Oh, czemu nie zrealizowałeś tego marzenia? –spytał. Otworzył piwo, i sącząc jego zawartość patrzył ukradkiem na przyjaciela.
- Jestem chory. Częściowy daltonista… Często mnie to wkurwia -skrzywił się mówiąc te słowa.- A ty?
- Cóż, mam wiele zainteresowań… Ale lubię sport. Dużo czasu poświęcam swojej linii. Jak przytyję, to mnie fanki nie zechcą –zaśmiał się Poklepał się po swoim płaskim brzuchu.- Zresztą, cieszę się, że jest, jak jest. Miałem dość… nieciekawe dzieciństwo. Wypadek, rodzice…
- Hm, rodzice… Znam ten ból. Do końca życia nie zapomnę tego śmiechu kolegów, gdy mama przybierała na mnie damskie ciuszki –wybuchli śmiechem. Patrząc się na siebie nawzajem wyczuli coś dziwnego… Magicznego. Jakby znali się od lat. Jakby ich zaufanie do siebie nie miało granic. Iluzja… Ale czy nie przyjemna?

***

Ten dźwięk. Dźwięk drgających strun gitary, który rozległ się w najbliższej okolicy nadając mu smaku. Nadając mu tej ciepłej barwy, podczas, gdy ciemna powłoka nocy przykrywała powolnie wszelką kolorystykę zostawiając mrok. Jedynie palące się ognisko stanowiło oświetlenie błyskając się dookoła.
- Żyjesz tam? Nie sądzę, żeby znalezienie kiełbasek zajmowało tyle czasu! –Gackt krzyknął do przyjaciela, który buszował w torbach przy namiocie, najwyraźniej poszukując wcześniej wymienionego jedzenia.
- Gdzie do cholery schowałeś te swoje kiełbaski?! –odkrzyknął mu, prawie rozrywając na strzępy jeden z bagaży. Nic, zirytowany szukał dalej.
- Może byś sprawdził w niebieskim pudle? Jest tam i reszta żywności, głupku! –pokręcił głową i odstawił gitarę u nóg. Westchnął i przetarł oczy.
Hyde rzucił się na pudło z zapałem i odkręcił klapę.
- Ha! Jest nawet ketchup!
- Widzisz, magiczne pudełko! –uśmiechnął się lekko i chwycił za kij, który miał u służyć do nadziania kiełbaski.- Dawaj, skarbie.
- Masz, bo zaraz popuścisz – podał mu kiełbaskę, którą już chwilę potem trzymał tuż nad ogniskiem. Wpatrywał się w niego niczym w obrazek. Było w nim coś… niezwykłego. Pod przykryciem codziennego makijażu i stagu dostrzegał coś, co przyciągało jego uwagę, jego zainteresowania… A może i pożądanie?
- A ty co? Nie jesz? Masz –podał mu swój patyk, zaś sam wzrokiem objechał okolicę. Nie odczuwał już głodu, nie przy nim…
Zauważył nagle, że obok niego wciąż leży gitara. Chwycił ją w ręce, niszcząc tym samym mur, który stanowiła ona między nimi, po czym ułożył ją sobie swobodnie na kolanach. Uderzył parę razy palcami o gryf, by już po chwili wydobyć z niej dłuższe dźwięki.
Muzyka. Pasja ich obojgu. Była dla nich całym życiem, światem, wszystkim. I także ona sprowadziła ich do tego lasu, gdzie siedzieli obok siebie rozmyślając.
- Sekaijuu no daremo ga wakaranakutemo ii sa... –wynucił po jakimś czasie grania, co zmusiło Hyde’a, by spojrzał na jego osobę. Gackt zmarszczył brwi zaprzestając nagle grać.
- Kimi ga matteiru nara… -dodał cicho Hyde wpatrując się uważnie w sylwetkę przyjaciela. Spojrzeli na siebie. Kolejny raz. Lecz wyczuwając inne uczucie, niż wcześniej.
Uśmiech.
Trwali w tej magicznej chwili dobre minuty, kwadranse… Jakby nic wokół nie istniało, jakby nagle wskazówka zegara stanęła nieporuszona. Słowa płynące z tych porozumiewawczych spojrzeń. Naprawdę, nie potrzeba było im mówić, aby się nawzajem zrozumieć. Emocje same emanowały z ich wnętrz zaniepokojone uwalniając się, by pokazać światu swe oblicze…
Zrozumieli.
Nagle dłoń jednego z nich wylądowała na ręce drugiego. Zacisnęła się mimowolnie. Kolejne spojrzenia.
Gackt przybliżył się niepewnie do przyjaciela. To była ta chwila. Pod wpływem impulsu. Gdzie pośród nich była cisza. Jednak obydwu szumiało w głowach jak przy 40 stopniowej gorączce. Krew gotowała się podsycona tą adrenaliną.
I ten lekki pocałunek złożony na ustach drugiego. Taki niewinny, taki… Taki wypełniony oddaniem i miłością… Tak, dobrze czytacie, miłością.
Oboje w tym niesamowitym momencie przymknęli oczy.
Gackt jednak przerwał odsuwając się nieznacznie. Zdziwiony wpatrywał się w twarz Hyde’a. Wciąż miał przymknięte oczy, które jednak po chwili uchylił.
- Przepra… -zaczął, jednak przerwano mu.
Hyde podniósł lekko swoją dłoń, po czym delikatnie przejechał jej brzegiem po policzku Gakct’a. Nie szukając w jego osobie pozwolenie, odwdzięczył się identycznym muśnięciem warg.
Ognisko powoli ugasało. Jedynie co chwilę powiewający wiatr podnosił je trochę, dorzucając jeszcze parę kolorowych liści z drzew do niego. Porwane tańczyły w powietrzu wesoło, póki nie pochłonął je władny płomień.
Iskierka poleciała w górę.
A księżyc już dawno pożegnał słońce obserwując dokładnie każdy ruch tych dwóch przybyszy. Ten sam, który dziesiątki lat wcześniej miał ten zaszczyt podziwiać ich przyjście na świat. Krzyki, gdy jasne światło i zamieszanie dostało się do nich. Kiedy rodzice szczęśliwi mogli trzymać ich na rękach.
Jednak ten pocałunek nie był już taki krótki. Ich wargi spoiły się ze sobą czerpiąc tę słodycz unoszącą wokół.
Było tak pięknie, tak cudownie…
I mijały kolejne minuty.
Gackt objął Hyde’a przysuwając jego ciało ku sobie. Ten splot, który obmyślił już sam Bóg, był taki niezwykły. Jedyny w swoim rodzaju. Nie jeden by pozazdrościł.
Ostatni płomyk w ognisku dawał o sobie znać, jeszcze co nieco oświetlając najbliższy teren. To ich nie obchodziło.
Liczyło się wzajemne uczucie kierowane do siebie. Liczyła się ta chwila. Nie chcieli jej przerywać. Za nic.
Trzask gałęzi drzewa jednak przywrócił ich do rzeczywistości. Gwałtownie odskoczyli od siebie szukając źródła hałasu. Jednak nic nie zastali.
Spojrzeli w głąb ogniska, które już zupełnie wygasło. Trzymając się za ręce, wstali z krzesełek i ruszyli w stronę namiotu.
- Poczekaj, pójdę po swój śpiwór… -zaczął Gackt i chciał skierować się do toreb, jednak napotkał opór ze strony partnera. Pociągnął go za rękę i przyciągnął do siebie.
- To będzie zbędne –uśmiechnął się cwaniacko i szarpnął za zamek namiotu wpychając obydwu do środka…
A las zdawał relacje księżycu, który zadowolony uśmiechał się Boga. Ta noc dla nich trwała jeszcze długo…
Post Pon 18:04, 25 Sie 2008
 Zobacz profil autora
Chika
Ningyou


Dołączył: 08 Sie 2008
Posty: 190
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z Narnii

   

Mmmmm super.
Gackt&Hyde?
Kocham ten pairing.
Post Pon 19:55, 25 Sie 2008
 Zobacz profil autora
Yoshimitsu
Pink Killer


Dołączył: 30 Cze 2008
Posty: 864
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zgorzelec/Wrocław

   

to ja od razu zapytam, czy ostra krytyka też wchodzi w grę???
Post Pią 13:40, 29 Sie 2008
 Zobacz profil autora
Luna
Ghost


Dołączył: 05 Sie 2008
Posty: 639
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

   

Mam zastrzeżenia co do języka wypowiedzi i oczywiście co do przekleństw...wybacz ale są całkowicie nie potrzebne w fickach i nie wiem co chciała Twoja przyjaciółka nimi osiągnąć (znaczy się jakie wrażenie wywrzeć na czytelnikach). Po tym co zamieściłaś widać że to raczej jeden z pierwszych opowiadań tego typu jakie Twoja koleżanka napisała więc...no cóż jest bardzo dużo do zmiany. Co do fabuły odebrałam wrażenie tego że jest nie przemyślana do końca i niedoszlifowana. Wymyślanie na prędce i pisanie tego co podpadnie. Pomysł mógłby być lepszy więc warto popracować nad tekstem i warsztatem. A paring jeden ze słodszych jakie były ale całkiem utopijny;). Myślę że jednak jak się Twoja przyjaciółka bardziej postara i popracuje może z tego wyjść całkiem dobry tekst.Wesoly
Post Pią 14:17, 29 Sie 2008
 Zobacz profil autora
EmiOffender
Wieszcz Utopii


Dołączył: 25 Sie 2008
Posty: 431
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Ze snów i okolic

   

Jasne Yoshimitsu , mów wszystko, co myślisz.
Post Pią 19:09, 29 Sie 2008
 Zobacz profil autora

Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu
Forum Jump:
Skocz do:  

Wszystkie czasy w strefie EET (Europa).
Obecny czas to Pią 10:47, 14 Gru 2018
  Wyświetl posty z ostatnich:      


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB: © 2001, 2002 phpBB Group
Template created by The Fathom
Based on template of Nick Mahon
Regulamin