Forum forum o j-rocku Strona Główna
FAQ Profil Szukaj Użytkownicy
Grupy

Prywatne Wiadomości

Rejestracja Zaloguj
Galerie
Eeee... ymmm... tak.
Zobacz poprzedni temat | Zobacz następny temat >

Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu
forum o j-rocku > Fan Arty, Fan Ficki czyli wszystko co nasze

Autor Wiadomość
Przybycześć
Scarlet Majesty


Dołączył: 05 Sie 2007
Posty: 2143
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Cela nr 304

Eeee... ymmm... tak.    

ZMUSILI MNIE!!!
Najpierw do napisania, potem do wrzucenia tutaj. Ale to nie moja wina! Jam jest tylko wykonawca ich woli
To jest, hmmm... opowiadanko. Fantasy, od-lat-18. Mam nadzieję, że nie będzie zbyt traumatyczne. Bo ja nie jestem z niego zadowolona >> Ani z pomysłu, ani z wykonania.
Esch, ale mam cichą nadzieję, że komuś jednak się spodoba ._.

---------------------------------------------------------

Cisza.
Ciemność.
Trójpalczaste łapy boleśnie zaciśnięte na jego ramionach.
Prowadzili go gdzieś. Gdzie? Nie miał pojęcia. Wyczuwał tylko, że korytarz jest wąski, tak wąski, że on i dwójka jego strażników z trudem mogła iść obok siebie. Co i rusz któryś z nich wysuwał się albo do przodu, albo to tyłu. Ale ciągle trzymali go równie mocno, równie boleśnie.
Chciał powiedzieć im, że nie muszą być tak brutalni, że przecież nie ucieknie, nie ma dokąd i nie ma jak, ale nie znał ich języka, a oni nie znali jego. Dlatego milczeli, a miękka, plastikowa podłoga tłumiła ich kroki, tak więc szli w ciszy głębszej i dźwięczniejszej niż wszystko, co znał.
Cichy syk. Prąd ciepłego powietrza. Czyżby drzwi? Tak, bo zaraz potem ściany rozstąpiły się i wkroczyli do wielkiej komnaty. Dopiero tutaj ktoś dotknął urządzenia, które założyli mu na głowę zaraz po pojmaniu. Ciemność zasnuwająca jego oczy rozstąpiła się. Znów mógł widzieć.
Sala faktycznie była wielka. Wyższa niż Sala Posiedzeń w pałacu króla Nyamu, długa jak Droga Zwycięzców (wiodąca od Bramy Zachodniej do Pałacu) i równie szeroka. Wzdłuż bocznych ścian ciągnęły się rzędy siedzeń z błękitnego plastiku – tego samego, z którego zbudowane były ściany i podłogi w całym mieście – prawie w całości zapełnione siedzącymi Lemurianami. Naprzeciwko drzwi, na niewielkim podwyższeniu stały trzy czarne trony, na których zasiadali władcy Lemurian.
Zaprowadzono go przed ich oblicza, szarpiąc boleśnie, choć przecież nie było to konieczne. Nie rzucili go na kolana, co pewnie zrobiliby ludzie. Nie było po co – każdy Lemurian przewyższał go wzrostem niemal dwukrotnie.
Nawet na siedząco obcy robili niesamowite wrażenie. Wysocy, nienaturalnie chudzi, o prawie ludzkich ciałach pokrytych błękitną sierścią, twarzach podobnych psim pyskom i trzech oczach. Strażnicy nosili zbroje z kilku warstw grubej, srebrzystej tkaniny, obywatele na trybunach zwiewne szaty w różnych odcieniach błękitu, zieleni i szarości, a władcy... Władcy byli prawie nadzy, jeśli nie liczyć przepasek na biodrach, olbrzymich naszyjników zwieszających się prawie do pasa i bransolet na muskularnych rękach i nogach. Mimo to promieniowała od nich niezwykła godność i niemal namacalne poczucie władzy. Oni po prostu byli stworzeni, by rządzić. Nawet człowiek instynktownie pochylał przed nimi głowę.
- Co z nim zrobimy? – spytał władca siedzący na lewo, najniższy, mówiący wyjątkowo szczekliwym, nawet jak na Lemurianina głosem. Chłopak zdziwił się, dlaczego rozumie ich mowę. Przecież nigdy jej nie słyszał i z tego, co wiedział, żaden człowiek nie był w stanie jej opanować. Może to przez ten hełm?
- Zabić ludzkie ścierwo! – warknął ten z prawej, najwyższy i najchudszy. – Torturujmy go i rozszarpmy na strzępy!
- To syn władcy – powiedział ten pośrodku, z ohydną blizną zamiast środkowego oka. - Wykorzystajmy go przeciw ludziom.
- Jak chcesz go wykorzystać? – warknął Prawy. – Ich władca już nie żyje, jego miasta legły w gruzach, a poddani zmarli lub poszli do niewoli, jak ten tutaj.
- Można poznać go i dzięki niemu poznać ludzi – zauważył Lewy. – A to pomoże nam w dalszej walce.
- Znamy już ludzi i ich metody dostatecznie dobrze, by stawić im czoła. – Prawy. – Zresztą po co nam to? Są słabi, a podbicie Rubinowego Miasta złamało ich ducha. To Piekło należy już do nas. A gdy je podbijemy, nic nie stanie na drodze do Szczeliny. A za nią... jest Ziemia.
- Jesteś głupi. – Środkowy. – Nie chodzi o to, by po prostu pokonać ludzi, ale żeby zrobić to przy jak najmniejszych stratach. Już zniszczenie Rubinowego Miasta kosztowało nas życia setek żołnierzy i utratę dwustu maszyn, o ilości zużytej energii nie wspominając. Jak tak dalej pójdzie, gdy dojdziemy do Szczeliny, nie starczy nam sił, by chociażby dotrzeć na Ziemię, nie wspominając o wygnaniu stamtąd ludzi.
- Więc użyjmy Chrrrk’nafh’czek. – Prawy. – Jeden jego promień zmiótłby Rubinowe Miasto i okolice. Wciąż upieram się, że zużycie energii byłoby znacznie mniejsze, niż przy użyciu konwencjonalnych metod. Ale jeśli mój towarzysz... – Obrzucił pogardliwym spojrzeniem Lewego. - Przekłada własną rozrywkę nad dobro narodu...
- Głupiś. – Lewy. – Nie o rozrywkę szło, tylko o łupy. Gdybyśmy zrobili, jak radziłeś, nie mielibyśmy ani ich bogactw, ani ich energii, ani niewolników takich jak ten chłopiec.
- To już nieważne. – Głos środkowego władcy uciął rozmowę jak promień Yszk’nafh. – Zrobiliśmy, co zrobiliśmy. Nie cofniemy tego. Możemy jedynie podjąć decyzję co do dalszych działań. A do tego rzeczywiście przyda się wiedza odnośnie tego, co planują te ludzkie ścierwa. A on, jako jeden z głównych dowódców powstania, może o tym wiedzieć. Pozwólcie mi zająć się nim, a jutro dostarczę wam wiadomości. Posiedzenie skończone.
Nie czekając na zgodę pozostałych władców, strażnicy odwrócili się i bez słowa wyprowadzili chłopca z sali, tuż za jej progiem ponownie go oślepiając.

***

W całkowitej ciemności i całkowitej ciszy zaprowadzili go do celi, małej i ciasnej. Pozwolili mu widzieć, gdy byli już na zewnątrz i w żadnej ze ścian nie można było dostrzec nawet najmniejszej szczeliny, świadczącej o istnieniu wyjścia. Podłoga była miękka, więc ułożył się na niej wygodnie i spróbował zasnąć, wiedząc, że i tak nic innego nie może zrobić. Tylko zasnąć i nie pozwolić im wślizgnąć się do swojego umysłu...
A chcieli to zrobić, był tego pewien. Z łatwością wyczuwał lekkie, delikatne macki, od czasu do czasu muskające jego bariery. Nie były nachalne, gdy tylko napotykały przeszkodę, natychmiast się wycofywały. Lemurianie nie byli głupi – magowie Nyamu słynęli z wyjątkowo potężnej magii i wyjątkowej wprawy w przeciwstawianiu się przeklętej magotechnice Lemurii. A on, jako syn władcy, był wyjątkowo dobrze strzeżony.

***

Ile czasu minęło? Kilka minut? Godzin? Dni? Nie miał pojęcia. Po prostu nagle, ni z tego ni z owego ściana rozstąpiła się jak tafla wody i wypłynęła z niej taca z talerzem pełnym owoców i czerwonych prostokątów żywieniowych oraz kubkiem jakiejś gęstej, żółtawej cieczy. Dopiero teraz chłopak poczuł, jak bardzo jest głodny. Ostatni posiłek spożył na wiele godzin przed bitwą, w której jego wojska zostały rozgromione a on sam dostał się do niewoli. A przecież to było tak dawno... Jakby w innej epoce...
Przez chwilę walczył z głodem, ale w końcu poddał się i rzucił na jedzenie. Może były w nim psychotropy? Może liczyli, że pochłonięty posiłkiem, opuści swe bariery? Ale nie, macek nie przybywało i nie stawały się bardziej nachalne. Nie czuł też, żeby coś od środka rozrywało jego bariery, albo co gorsza, cienkim strumieniem wysączało informacje wprost z jego głowy.
Gdy skończył, spróbował wsunąć tacę z powrotem do ściany. Przeszła bez problemów, ale jego rękę zatrzymało. Nie pozwoliliby mu tak łatwo uciec.
Wzruszył ramionami i ponownie skulił się na podłodze. Tym razem zasnął bez problemów.

***

Obudził się, czując mentalne macki delikatnie, acz o wiele bardziej stanowczo pieszczące jego barierę. Nad nim stał Środkowy Władca. Po prostu stał, w idealnym bezruchu, niby posąg, i patrzył na niego swoimi dwoma ślepiami.
To było niepokojące. Lemurianin powinien mieć trzy oczy. Przywykł do tego, chociaż w dzieciństwie straszono go opowieściami o trzech czerwonych ślepiach, zapalających się w mroku tuż przed tym, jak umierał ktoś z królewskiego rodu. Ale to były tylko głupie bajki, trzy oczy to dla każdego Lemurianina stan naturalny. To, że ten konkretny Lemurianin miał tylko dwa, napawało przerażeniem, o wiele większym niż czerwony blask na ich dnie.
- Przyszedłeś mnie torturować? - spytał chłopak, lekko bełkocząc. Ciekawe, czy konstruktorzy tego hełmu pomyśleli o możliwości obustronnej rozmowy? Ale chyba tak, bo z jego ust zamiast miękkich, melodyjnych słów ludzkiej mowy wydobyło się ohydne, psie szczekanie.
- Jak ci na imię, człowieku? – spytał Lemurianin, ignorując zaczepkę.
- A co cię to obchodzi, lemurianski psie? I tak nie byłbyś w stanie go wymówić.
Cios. Głowa chłopaka odskoczyła jak piłka. Lemurianin, choć wyglądał krucho i niepozornie, dysponował niezwykłą siłą.
- Odpowiadaj, kiedy pytają – powiedział spokojnie. Chłopak splunął w kąt, za co otrzymał kolejny cios. Tym razem nawet nie podniósł głowy. Odpowiedział z wzrokiem wlepionym w posadzkę:
- Ythen.
- Ythen. – Wypowiadane przez Lemurianina i tak brzmiało jak szczeknięcie. – Czemu uważasz, że powinienem cię torturować?
Chłopak uniósł głowę i spojrzał zdziwiony prosto w psi pysk. Jak zwykle, nie dało się z niego nic wyczytać. Czego innego się spodziewał? To potwory, nie mają uczuć. Nie myślą i nie czują jak ludzie, nie można ich zrozumieć.
- Przecież chcesz ode mnie informacji, prawda? – spytał, gdy już otrząsnął się z zaskoczenia. Wódz szczeknął, chyba rozbawiony.
- Wy, ludzie, naprawdę jesteście żałośni, jeśli znacie tylko jeden sposób wyciągania od wrogów informacji.
- Więc czego chcesz, kundlu? – Nawet w ludzkiej mowie brzmiałoby to jak warknięcie, a tłumaczenie nadało mu wyjątkowo agresywnego tonu.
Bezczelny śmieć. To ludzie wygnali ich z ukochanej Ziemi i mogliby wygnać ich z Piekieł, gdyby tylko chcieli. To, że mogli tu zostać, zawdzięczali tylko ludzkiej łasce. Zbędnej, jak widać. Gdyby zniszczyli ich na początku, Rubinowe Miasto by nie upadło, a król, jego ojciec, wciąż by żył i prowadził swój lud do szczęścia i dobrobytu.
- Więcej szacunku. Ocaliłem ci życie... – Głos Wodza brzmiał spokojnie, beznamiętnie, nawet nie zimno. A szkoda. Byłoby lepiej, gdyby się wściekł i krzyczał. Jego spokój jeszcze bardziej rozwścieczył Ythena. Dlaczego, dlaczego ten kundel jest taki spokojny? Czyżby naprawdę nie miał żadnych uczuć?
- Żeby samemu je zabrać! – krzyknął. Czuł, jakby krew się w nim gotowała, zupełnie jak przed bitwą. Nie potrafiłby powiedzieć, jak bardzo nienawidził w tej chwili Lemurianina.
- Co nie zmienia faktu, że gdyby nie ja, naprawdę wzięto by cię na tortury i rozszarpano ku uciesze gawiedzi.
- A co ty zamierzasz zrobić?!
Nie odpowiedział. Uklęknął tylko obok człowieka i zaczął rozpinać mu bluzę. Po bitwie ubrania Ytena zmieniły się w stos podartych szmat, sztywnych od brudu i zaschniętej krwi, więc w zasadzie chętnie by się ich pozbył, ale... czemu tak? Co to przeklęte monstrum kombinuje? Mimo strachu pozwolił je zdjąć i odrzucić w kąt, gdzie zostały niemal natychmiast pochłonięte przez ścianę. Zresztą, nawet gdyby chciał protestować, nie miał jak, a obcy jak na razie obchodził się z nim łagodnie – choć nie musiał.
Lemurianin pochylił się i zaczął lizać pierś chłopaka. Jego język nie przypominał wilgotnego, śliskiego języka psów, był suchy i szorstki, raczej jak język kota. A jego dotyk... Bardzo przyjemny.
- C-co ty robisz? – wyksztusił Ythen, rumieniąc się wściekle. Nie... To nie może być prawda. To tylko jakaś wyrafinowana tortura. Zaraz wprowadzi tu jedną ze swoich maszyn albo zaatakuje jego umysł, gdy nie będzie się tego spodziewał. To nie mogło być TO...
- Dobrze wiesz, co – warknął tamten. Trójpalczasta dłoń zsunęła się niżej i zaczęła przez materiał spodni pieścić krocze chłopaka. Zduszony jęk wyrwał się spomiędzy jego zaciśniętych warg.
- N-nie... – Usiłował odepchnąć rękę obcego, ale ten złapał go za nadgarstki, kompletnie go unieruchamiając.
Ythen był silnym, młodym człowiekiem, a mimo to obcemu wystarczyła jedna ręka, żeby całkowicie pozbawić go możliwości ruchu. Drugiej użył, żeby pozbyć się jego spodni. Potem przez chwilę uważnie oglądał jego ciało. Chłopak przez cały czas wił się i szarpał, próbując wyrwać z żelaznego uścisku jego dłoni – bezskutecznie.
W końcu obcy pochylił się i zaczął lizać jego przyrodzenie, wolną ręką delikatnie gładząc jego uda. Człowiek jęknął, mimowolnie wypchnął biodra do przodu. Dotyk obcego był przyjemny, tak bardzo przyjemny... Nie mógł już się uwolnić, nawet nie chciał. Gdy Lemurianin, świadomy swojej władzy, puścił jego ręce, zamiast użyć ich do obrony, wplótł je tylko w miękką, jedwabistą sierść na jego ramionach.
Zapomniał o nienawiści, zapomniał o wojnie, zabitym ojcu i zniszczonym domu, o setkach i tysiącach torturowanych ludzi i kolejnych tysiącach, walczących w beznadziejnej, partyzanckiej walce, już raczej o godność, niż o zwycięstwo. To wszystko przestało mieć znaczenie. Liczył się tylko dotyk tego języka na jego wyprężonym członku, miękka sierść obcego, dłonie zaciśnięte na jego udach...
Był bliski osiągnięcia szczytu, gdy język cofnął się. Ythen otworzył oczy i spojrzał zamglonym wzrokiem na Lemurianina. Obcy wyprostował się, teraz klęczał między nogami chłopaka i odwijał z bioder przepaskę. Źrenice człowieka rozszerzyły się w przerażeniu, ale zanim zdążył zareagować, obcy wbił się w niego jednym, szybkim ruchem. Jednocześnie poczuł, że coś innego wbija się gdzie indziej – ale co? gdzie? Nie miał pojęcia. I na razie go to nie obchodziło, bo zaraz trójpalczasta dłoń zacisnęła się na jego członku i zaczęła go delikatnie pieścić, a penis obcego w jego wnętrzu – poruszać. Pobudzany z dwóch stron, chłopak szybko doszedł, ale Lemurianin nie przestał. Doprowadził go do szczytu jeszcze raz... I jeszcze... Raz po raz, aż umysł oszołomiony przyjemnością stracił całkowicie rachubę...
W końcu obcy wytrysnął w jego wnętrze i opadł na chłopaka, przygniatając go swoim ciężarem. Przez chwilę leżeli obok siebie, jakby zapomnieli kim są i co ich tu sprowadziło. A potem... Potem Ythen poczuł, jakby coś rozsadzało jego umysł od środka. Już wiedział, co wtedy w niego weszło... Spróbował odepchnąć to, ale nie dał rady. Tak samo jak ręce Lemurianina z łatwością unieruchamiały jego ciało, tak jego macki z łatwością paraliżowały jego umysł, gdy już zakradły się do środka. Jeszcze próbował walczyć, wypchnąć go stamtąd... Rozpaczliwie, jak pływak walczący o życie pośrodku oceanu... Aż nagle ostatnie bariery pękły, macki obcego wpełzły na samo dno jego umysłu i pożarły go, każdą myśl, każde wspomnienie...
Lemurianin wysunął się z niego i wstał, zawiązując z powrotem swoją przepaskę. Człowiek nie ruszał się – już nie był w stanie. Żył – przynajmniej w biologicznym sensie. Tylko umysł jego... Pusty i martwy jak kamień.


Ostatnio zmieniony przez Przybycześć dnia Czw 20:24, 27 Mar 2008, w całości zmieniany 1 raz
Post Czw 20:23, 27 Mar 2008
 Zobacz profil autora
Vix
Prayer


Dołączył: 26 Lip 2007
Posty: 351
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Poznan

   

Zmusili? xD Nie przesadzaj.
Moje zdanie znasz, mi sie podobało, cudo! *__*
Kocham ten... pół ludzi lub inne rasy ogólnie.
Wspaniały pomysł, i wykonanie i ogólnie super :*
Post Czw 20:29, 27 Mar 2008
 Zobacz profil autora
germanizacja
Położny Rechoczący Pieniek


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 2330
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

   

Zgadzam się z Vix i uważam, że powinnaś wiecej yaoi pisać. WIĘCEJ >_>
Post Czw 20:31, 27 Mar 2008
 Zobacz profil autora
Simiril
"Baby, I want you"


Dołączył: 22 Cze 2007
Posty: 3728
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

   

oł... cóż... niezły sposób wyciągania informacji. ale szkoda mi tego chłopaka Yellow_Light_Colorz_PDT_03'' ...
bardzo mi się podobało to opowiadanie ;>
Post Wto 17:06, 22 Lip 2008
 Zobacz profil autora
Przybycześć
Scarlet Majesty


Dołączył: 05 Sie 2007
Posty: 2143
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Cela nr 304

   

Też mi go szkoda, ale miałam dość tych pierdół, gdzie pan i niewolnik (albo seksualna zabawka) zakochiwali się w sobie i łamali wszelkie prawa i zasady rządzące światem, żeby być razem. To opowiadanie to w sumie taki protest xDDD
Cieszę się, że się podoba ^w^
Post Wto 17:22, 22 Lip 2008
 Zobacz profil autora

Napisz nowy temat Odpowiedz do tematu
Forum Jump:
Skocz do:  

Wszystkie czasy w strefie EET (Europa).
Obecny czas to Pią 10:44, 14 Gru 2018
  Wyświetl posty z ostatnich:      


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB: © 2001, 2002 phpBB Group
Template created by The Fathom
Based on template of Nick Mahon
Regulamin